Wróć na autorium.pl
Klara Soltan
Klara SoltanNiepartyjna obserwatorka życia :) Piszę o migracjach i Palestynie, którą znam m in z wieloletniej pracy w polskiej placówce w Ramallah. Oba tematy łączę w projekcie "Coraz Bliższy Wschód". Teksty na podstawie obserwacji i bezpośrednich źródeł.Więcej
Wesprzyj
Klara SoltanSłońce w siatce

Beiti beitak

24/01/2026Beiti beitak

Dom. Pierwszy przyjazd do Palestyny, 2013 r.

Mój dom jest twoim domem – jest takie arabskie powiedzonko, po polsku, jeśli przetłumaczyć dosłownie brzmi dość wzniośle, więc by tego uniknąć powinno się raczej przełożyć na „czuj się, jak u siebie w domu”. Pierwszy raz usłyszałam te słowa od Nawal i Akrama, u których wraz z wolontariatem w Idhnie i Hebronie rozpoczęła się moja przygoda z Palestyną. Wzruszyłam się mimowolnie taką niespodziewaną bezinteresowną życzliwością, słowa wypowiedziane były bowiem szczerze i z entuzjazmem, nie w formie konwenansu, a nawet jeśli była to pewna forma kurtuazji, to przybrała ona w praktyce dalekie od powierzchownego znaczenia. Po prostu. Miałam przez długi czas i tak jest zresztą do dziś w Idhnie mój drugi dom.

Do Palestyny po raz pierwszy przyjechałam w 2013 r. na wolontariat w miejscowej organizacji pozarządowej, kooperatywy kobiecej, jak siebie nazywały, Women in Hebron. Kontakt z kooperatywą nawiązałam przez Internet, znalazłam ogłoszenie zamieszczone na FB, jak się później okazało przez Amerykanina Dana Koski’ego, który mieszkał w Beit Jala i współpracował z hebrońskimi kobietami, właśnie m.in. przez pozyskiwanie dla tej organizacji wolontariuszy z całego świata. Dobrze pamiętam późny wieczór, który szybko przerodził się w noc, gdy wylądowałam na lotnisku Ben Gouriona w Tel Awiwie z planem przedostania się stamtąd miejscowym transportem na Zachodni Brzeg, do Beit Jala właśnie, by przenocować u Dana i jego żony Sofii i następnego dnia wyruszyć do Hebronu. Checkpoint między Jerozolimą a Betlejem przekraczałam chyba równo o północy, wcześniej marszrutką dojechałam na dworzec autobusowy przy Bramie Damasceńskiej w Jerozolimie, gdzie dobrych kilka razy upewniałam się u kierowcy, czy na pewno jedzie na checkpoint z Betlejem. Wówczas nie było bowiem jeszcze na tej zajezdni autobusowej informacji w innym języku niż arabskim, a uczyć się arabskiego zaczęłam wiele, wiele lat później. Ta nocna podróż przebiegła zupełnie spokojnie, pod drugiej stronie granicy czekał na mnie taksówkarz, który zawiózł mnie do Dana, z Betlejem do Beit Jala. Następnego dnia przyjechał po mnie Akram, mąż Nawal, założycielki i fundatorki kooperatywy Women in Hebron. Zawiózł mnie do ich domu do Idhny, miasteczka leżącego około 15 km od Hebronu. I tak zaczęła się moja przygoda z Palestyną.

Nawal, Akram i trójka ich dzieci stali się dla mnie jak druga rodzina. Z perspektywy czasu, pamiętając, że przecież przyjechałam na wolontariat, trudno mi orzec, kto komu pomógł bardziej, kto dla kogo bardziej był wsparciem, pewno w różnych chwilach bywało różnie. Mieszkałam w Idhnie, pracowałam w Hebronie, na starym mieście w sklepie z tradycyjnym rzemiosłem palestyńskim, to były właśnie wyroby hebrońskich kobiet, które szyły i haftowały.